Magazyn Zmiany, kwiecień/04
W świecie wędkarstwa istnieje dziedzina, która bardziej przypomina precyzyjną sztukę jubilerską, niż tradycyjne łowienie. Choć dla niewtajemniczonych może się wydawać prosta, w rzeczywistości wymaga wiedzy przyrodniczej, zmysłu obserwacji i ogromnej cierpliwości. Jak i po co tworzy się sztuczne muchy? Te pytania stawiamy Kazimierzowi Żertce, wieloletniemu działaczowi OZZZPRC w kolejnej odsłonie cyklu “Szósta zmiana”.

Żeby stworzyć muchę, czyli sztuczną przynętę, najpierw trzeba dokładnie poznać rybie menu. Każdy odcinek rzeki, każda pora roku to inny zestaw owadów, na które ryba daje się złapać.
– Chodzimy nad rzekę, odwracamy kamienie przy nurcie i patrzymy, co tam żyje – np. larwy jętek, larwy ważek, larwy chruścików. Cała zabawa polega na tym, by tak znalezione żyjątko możliwie najdokładniej odwzorować, uwzględniając jego kolor, wielkość i wagę – tłumaczy Kazimierz.
Oczy krewetki pod lampą UV
Materiały? Tu zaczyna się zabawa, w której potrzebny jest spryt i duża doza kreatywności. Istnieją katalogi tysięcy wzorów sztucznych much stworzone przez Brytyjczyków na przełomie XIX i XX wieku, ale nie wszystkie wskazane tam materiały są dziś dostępne, dlatego improwizacja to stały element pracy wędkarza muchowego.
Twórcy korzystają z tego, co jest w domu pod ręką – wełny, wiskozy czy rozplątanych sznurówek. – By zrobić bałtycką krewetkę, na którą biorą trocie czy belony, trzeba połączyć wiskozę i puchowe pióra indyka. Oczy tworzę z lakierów hybrydowych utwardzanych lampą UV – opisuje pasjonat.
Największym wyzwaniem, zwłaszcza na początku, jest ilość materiału, bo to przekłada się na ostateczną wagę. Za duża? Ryba uzna muchę za oszustwo. Za mała? Nie będzie przypominać naturalnej zdobyczy. Mucha ma być zwiewna, delikatna, jak martwy owad unoszący się na wodzie.
Kazimierz Żertka, wspominając początki swojej przygody, opowiada, że rozpoczęła się od miłości do łowienia. – Żyję w miejscu, w którym są jedynie górskie rzeki. A w nich, w większości, dozwolona jest tylko i wyłącznie sztuczna przynęta. Na początku kupowałem więc muchy, ale ze względu na wysokie koszty postanowiłem robić je sam. Fachu uczyli mnie moi przyjaciele – opowiada. On i inni pasjonaci wędkarstwa muchowego spotykają się na corocznych zjazdach Jurajskiego Klubu Muchowego, gdzie na warsztatach wspólnie przygotowują przynęty, wymieniając się doświadczeniami.
Od kwadransa do kilku godzin
Tworzenie much to fach dla cierpliwych. Niektóre można zrobić w kwadrans, ale są i takie, nad którymi siedzi się dwie godziny. W jednej serii zazwyczaj jest kilkanaście sztuk.
– Od kiedy jestem na emeryturze przynęty są lepsze, takie, jak zawsze chciałem. Gdy głowa była zajęta sprawami związkowymi, nie było tej precyzji i tej radości – mówi bohater cyklu “Szósta zmiana”, prezentując swoje wyroby. A te – jak widzicie na zdjęciach – są takie, że mucha nie siada.


