Magazyn Zmiany, kwiecień/06
Tempo zmian jest dziś zupełnie inne niż kiedyś. Wszystko dzieje się szybciej, dynamiczniej. Przyszłość zależy od tego, jak działacze odnajdą się w dialogu społecznym i w przestrzeni publicznej. To nie będzie łatwe – przestrzega Adam Odolski zasłużony, wieloletni działacz OZZZPRC przechodzący na emeryturę.
Podczas odbierania wyróżnienia przestrzegał Pan ze sceny, że przed związkowcami trudny czas. Co miał Pan na myśli?
Trudny, bo zmienia się wszystko. Mamy Zielony Ład, niezwykle trudną sytuację geopolityczną, do tego dochodzi postęp technologiczny, automatyzacja i sztuczna inteligencja – to wszystko ma ogromny wpływ na rynek pracy. Już kilka lat temu byłem na szkoleniu, gdzie profesor prowadząca powiedziała: „Za 10-20 lat będą zawody, o których dziś nie mamy pojęcia”. I to się dzieje. My, związkowcy, musimy się w tej rzeczywistości odnaleźć.
Myśli Pan, że to najtrudniejszy moment dla ruchu związkowego w ostatnich latach?
Tak mi się wydaje. Tempo zmian jest dziś zupełnie inne niż kiedyś. Wszystko dzieje się szybciej, dynamiczniej. Przyszłość zależy od tego, jak działacze odnajdą się w dialogu społecznym i w przestrzeni publicznej. To nie będzie łatwe.
Nie szkoda Panu, że będzie Pan to obserwował już z emeryckiego fotela?
Szkoda trochę, ale też mam poczucie, że zrobiłem, co mogłem. Organizację zakładaliśmy z kolegami 17 lat temu w trudnych warunkach. Byłem przewodniczącym komitetu założycielskiego, potem przez trzy kadencje przewodniczącym związku. Koledzy nie bardzo chcieli mnie puścić, więc zostałem jeszcze wiceprzewodniczącym. Ale przygotowywałem odejście, żeby nie zostawić po sobie „spalonej ziemi”. Mam satysfakcję – są młodsi, przygotowani, gotowi na nowe wyzwania.
Jakie przesłanie zostawia Pan młodszym kolegom?
Żeby brali sprawy w swoje ręce. Zawsze im powtarzam: jeśli będziecie czegoś potrzebować, jestem pod telefonem. Ale odpowiedzialność jest już po waszej stronie. Ja chcę teraz trochę więcej czasu poświęcić rodzinie, mam pięcioro wnuków. Czekają też moje pasje: wędkarstwo, żeglarstwo.
Jak przez te wszystkie lata zmieniła się związkowa rzeczywistość?
Bardzo. Kiedyś OZZZPRC skupiało głównie energetyków, elektryków, chemików, ciężki przemysł. Teraz zrzeszamy również nauczycieli, pracowników sądów, wodociągów czy spółek przewozowych. Problemy są inne, wyzwania są inne. Ale jedno się nie zmieniło – potrzeba silnych, wyrazistych liderów. To oni ciągną ten wózek. My możemy wspierać, pomagać, ale ktoś musi być tym wyrazistym liderem. Dla mnie przewodnikami po związkowym świecie byli charyzmatyczni działacze, tacy jak Zbyszek Dykowski, Henryk Chrobak czy Jan Ciężki. Korzystając z okazji, chciałbym podziękować także tym, którzy w pierwszych latach działalności naszej organizacji bardzo nam pomogli: Małgosi Pandel, Sławkowi Wrędze, Waldemarowi Badełce, Kazimierzowi Trębaczowi oraz kolegom z Bełchatowa.
Co najbardziej zapadło Panu w pamięć?
Na pewno szkolenia – zwłaszcza ze sztuki negocjacji, które prowadzili profesorowie Żarczyński i Woszczyk. To było konkretny warsztat, z ćwiczeniami, testami. Dzisiaj takich szkoleń brakuje. Młodzi powinni się tego uczyć, bo negocjacje to podstawa.
A najważniejsza rzecz w związkowej pracy?
Negocjacje są kluczowe, ale ważnych rzeczy jest więcej. Trzeba pamiętać, że związek nie ma władzy. Może wpływać, szukać kompromisów, ale nie zarządza zakładem pracy. A jeśli chodzi o nasze Zrzeszenie – często działamy w spółkach Skarbu Państwa. To oznacza wpływy polityki. I różnice poglądów, nawet wewnątrz organizacji. Dlatego zawsze powtarzam: nie dajcie się podzielić!


