Magazyn Zmiany, listopad/08
W relacjach między pracownikami a zarządami spółek energetycznych znowu iskrzy. Pismo ENEA Wytwarzanie z 24 października 2025 r. wywołało falę oburzenia wśród związków zawodowych i przedstawicieli strony społecznej Zespołów Trójstronnych ds. Branży Energetycznej i Węgla Brunatnego. Spółka stwierdziła w nim, że Porozumienie na Przedpolu z 22 października 2024 r., podpisane przez pracodawców, stronę społeczną i rządową, nie ma mocy prawnej i nie ogranicza możliwości odstąpienia od Ponadzakładowego Układu Zbiorowego Pracy (PUZP). Związki odpowiadają: to złamanie zasad dialogu i podważenie zaufania, na którym opierała się transformacja sektora.
W piśmie podpisanym przez Annę Przygodę (wiceprezes ds. HR) oraz Piotra Andrusiewicza (prezesa spółki) ENEA deklaruje jednoznacznie, że Porozumienie na Przedpolu „nie spełnia formalnych wymogów” i nie może być traktowane jako źródło prawa pracy. Argumentuje m.in., że: „Nie można przyjąć, iż Porozumienie wprowadziło wiążące prawnie ograniczenia dla Spółki w zakresie możliwości odstąpienia od PUZP”
Spółka powołuje się również na art. 241¹⁹ § 2 Kodeksu pracy, twierdząc, że nie ma możliwości umownego ograniczenia prawa pracodawcy do rezygnacji z PUZP, a sam dokument określa jako „deklarację intencji czy gentlemen’s agreement, niewywołujące skutków w obszarze prawa pracy.”
ENEA wskazuje także, że Porozumienie miało odnosić się do projektu NABE, z którego państwo się wycofało, co – zdaniem spółki – czyni je „całkowicie bezprzedmiotowym”.
Ostatecznie pracodawca podtrzymuje swoje stanowisko, że odstąpienie od PUZP jest zgodne z prawem, a treść zakładowego układu zbiorowego (ZUZP) ma rzekomo gwarantować „co najmniej równy standard”.
Ostra odpowiedź strony społecznej
Strona społeczna zupełnie nie zgadza się z taką argumentacją. W odpowiedzi podkreśla, że Porozumienie z 2024 r. zostało zawarte jako wyraz odpowiedzialnej polityki społecznej oraz rzeczywistej współpracy (…) miało zabezpieczyć interesy pracowników w okresie transformacji.”
Związkowcy są zdumieni faktem, że ENEA – jeden z sygnatariuszy dokumentu – dziś kwestionuje zarówno jego skuteczność, jak i obowiązywanie. „Takie działanie jest bezprecedensowe (…) i stanowi rażące odejście od zasad lojalności i dobrej wiary w dialogu społecznym.”
Związki oceniają, że spółka „świadomie wprowadziła strony w błąd”, podpisując Porozumienie wyłącznie po to, by uspokoić nastroje w zakładach pracy. W odpowiedzi czytamy również, że twierdzenia ENEI o „wyższym standardzie” ZUZP są sprzeczne z faktami:
„Powoływanie się na korzystniejsze postanowienia ZUZP jako podstawę do rezygnacji z PUZP jest prawnie wadliwe oraz sprzeczne z naturą i hierarchią obu układów.”
Strona społeczna wskazuje też, że to właśnie Porozumienie na Przedpolu miało gwarantować zachowanie wszystkich dotychczasowych praw pracowniczych, a jego podważenie oznacza de facto próbę ograniczenia nabytych uprawnień.
Koniec dialogu?
Sytuację komentuje przewodniczący OZZZPRC Krzysztof Kisielewski, nie kryjąc rozczarowania: – Tyle spotkań, manifestacji, opinii związków zawodowych… a mimo to stanowisko pracodawców pozostaje lekceważące. To pismo pokazuje jasno, że nie wyciągnęli żadnych wniosków z rozmów – ani przy stole, ani na ulicach Warszawy i Poznania. Odpowiedź jest zimna, pozbawiona empatii i refleksji. Jeśli tak ma wyglądać dialog, to znaczy, że jego już nie ma. Przewodniczący podkreśla również, że nie każda gwarancja wymaga uregulowania w postaci ustawy: – Nie na wszystko potrzebna jest ustawa. Tak się nie da prowadzić transformacji. Są porozumienia, są dokumenty wypracowane wspólnie, które w naszej ocenie mają moc zobowiązań równą aktom ustawowym. Jeśli ktoś nie chce tego uszanować – podważa sens całego procesu.


