Magazyn Zmiany, maj/01
Dzień Hutnika to jedno z najbardziej charakterystycznych świąt branżowych w Polsce, mające swoje korzenie, podobnie jak inne tego typu obchody, w czasach PRL. Obchodzony najczęściej 4 maja, w dzień św. Floriana – patrona ludzi ognia, a więc hutników, koksowników i strażaków – stał się ważnym elementem życia społecznego w miastach przemysłowych, zwłaszcza tam, gdzie wielkie piece były sercem lokalnej gospodarki.
Niegdyś Dzień Hutnika był czymś więcej niż tylko okazją do wręczenia dyplomów i podziękowań. Jak pisze Mateusz Kusz na łamach portalu histmag.org, początek maja równoznaczny był z hucznym świętowaniem nie tylko pracowników, ale i ich rodzin: “Celebrowały ten dzień wszystkie zakłady pracy wchodzące w skład sektora przemysłu ciężkiego. W miastach, gdzie zawód hutniczy miał głęboko zakorzenione tradycje, urządzano uroczyste pochody, liczne akademie, koncerty oraz zabawy festynowe. Zakłady pracy organizowały imprezy kulturalno-sportowe. Odbywały się w mieście hutniczym mecze piłkarskie, koszykarskie oraz łucznicze, w zakładowym domu kultury wystawiano sztuki teatralne dla młodzieży szkolnej, na głównym placu miejskim organizowano dla pracowników i mieszkańców koncerty zespołów pieśni i tańca oraz grup estradowych”.
Nie chodziło jednak tylko o oficjalne podziękowania i akademie. Dla hutników – i to się akurat nie zmieniło od lat – 4 maja był i jest dniem, w którym ich ciężka, niebezpieczna praca staje się zauważona i doceniona.
Patronem hutników, koksowników i strażaków jest Święty Florian – oficer rzymski z przełomu III i IV wieku, który nie chciał zrzec się chrześcijaństwa, za co poniósł męczeńską śmierć. Według legendy, św. Florian miał ogromną moc – jednym wiadrem wody był w stanie ugasić płonącą wieś.


