Magazyn Zmiany, lipiec/05
Kilka procent tu, kilkadziesiąt złotych tam – a w tym czasie tysiące pracowników budżetówki i setki tysięcy emerytów zastanawiają się, jak przeżyć do pierwszego. Lider OZZZPRC mówi, że coroczne negocjacje są pozorowane i żąda porozumienia, które wreszcie wyprowadzi płace i świadczenia z poziomu przetrwania na poziom godnego życia.
11 lipca w warszawskim Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” zorganizowano posiedzenie Prezydium i plenarne Rady Dialogu Społecznego. Jednym z reprezentantów Forum Związków Zawodowych był przewodniczący OZZZPRC Krzysztof Kisielewski. Wśród omawianych tematów znalazły się trzy kluczowe zagadnienia: wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2026 r., wskaźnik wzrostu płac w państwowej sferze budżetowej oraz waloryzacja emerytur i rent z FUS.
W imieniu FZZ i OZZZPRC Krzysztof Kisielewski zwrócił uwagę na konieczność wyjścia poza coroczny, rytualny tryb rozmów. – Jedna z najważniejszych rzeczy, o której mówili wszyscy partnerzy – także strona rządowa – to wniosek, by podejść inaczej do rozmów o płacy minimalnej i waloryzacji w budżetówce. Potrzebujemy trzystronnego porozumienia – rządu, pracodawców i związków – zawartego na 2–3 lata. Wtedy możemy dziś przyjąć rozwiązania na minimalnym, wynegocjowanym poziomie, ale z gwarancją, że w kolejnych latach pracujemy nad systemowymi zmianami, a nie czekamy rok na kolejną jednostronną propozycję rządu – podkreślał.

Według strony związkowej propozycje rządowe – 3% wzrostu płac w budżetówce i minimalne wynagrodzenie podniesione do 4806 zł brutto – są dalece niewystarczające. – Mówimy o parametrach, które w żaden sposób nie odpowiadają na problemy pracowników. Widzimy skrajne ubóstwo w niektórych grupach zawodowych, dramatyczne braki kadrowe, a także brak motywacji do pracy w sektorze publicznym. To dotyka również środowisk naukowych, które są na skraju wyczerpania. Jeśli mamy rozwijać kraj przez innowacje, musimy dać naukowcom powód, by tu zostali i pracowali dla dobra wspólnego – zaznaczył przewodniczący OZZZZPRC.
Podczas dyskusji o waloryzacji świadczeń emerytalnych przewodniczący ostro skrytykował rządową propozycję 4,9%. – Przy minimalnej emeryturze niewiele ponad 1800 zł brutto to oznacza kilkadziesiąt złotych więcej. A pamiętajmy, że blisko pół miliona osób pobiera świadczenia niższe niż minimalne – tzw. emerytury głodowe. Dla nich sytuacja jest wciąż dramatyczna.
Strona związkowa postuluje, aby wskaźnik waloryzacji odpowiadał inflacji powiększonej o co najmniej 50% realnego wzrostu płac. – Nawet niewielkie zwiększenie wskaźnika byłoby sygnałem, że robimy krok naprzód. Bo dziś stopa zastąpienia jest poniżej 50%, a jeśli nic nie zmienimy, w ciągu 20 lat spadnie do 25%. To oznacza, że przyszłe pokolenia emerytów będą żyć za 1/4 swojego wynagrodzenia – to obraz dramatyczny – ostrzegł.
Przewodniczący wskazał też na konieczność prowadzenia rozmów w trybie ciągłym, a nie wyłącznie w połowie roku. – Nie możemy dalej udawać, że negocjujemy raz do roku, po czym wracamy do punktu wyjścia. Pracodawcy zazwyczaj popierają stanowisko rządu, więc przy minimalnych wskaźnikach nic się nie zmienia.
FZZ jasno sygnalizuje, że brak realnych działań może doprowadzić jesienią do protestów w budżetówce. – Jeśli rząd nie zmieni podejścia, pracownicy wyjdą na ulice, by pokazać skalę niezadowolenia – zapowiedział przewodniczący OZZZZPRC.
Obrady zakończyły się decyzją o skierowaniu projektu uchwały w sprawie wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej w 2026 r. do głosowania korespondencyjnego. Wyniki poznamy w połowie lipca, a kolejne posiedzenie RDS zaplanowano na koniec sierpnia.


